No to zaczynamy.

Przeczytałem przez ostatnie 3 dni całego swojego bloga razem z komentarzami. Minęło 14 lat kiedy go założyłem i on dalej istnieje, mimo że inni tak mi wtedy bliscy pousuwali swoje i nie ma możliwości ich odzyskania.

Ale trudno, jest aktualnie 2017 rok, a ja dalej tutaj. W związku z tym, że niedługo 15 lat istnienia tej strony, chciałem teraz podziękować (i tak tego nie przeczytacie ale trudno): Marcie za ciężką pracę jaką wykonała przy tworzeniu tej strony (niestety nie da się pierwotnego wyglądu przywrócić chociaż wydaje mi się, że gdzieś mam zapisany kod HTML) oraz cierpliwość do mnie i wytrwałe komentowanie (przepraszam z góry jeśli którymś komentarzem lub opinią Cię uraziłem. Często zarzucałem, że nikt tu nie wchodzi ale Ty chyba czytałaś wszystko), Eli za wytrwałe komentarze i ciekawe opinie, Asi za kontynuację bloga w czasach licealnych, Ziomkowi który również zostawił tu swój specyficzny ślad ;), oraz innym: Magdzie, Radziowi, Joli i innym którzy tu bywali i komentowali.

Czytając tego bloga zacząłem sobie zdawać sprawę z dojrzałości niektórych notatek (a może był to bunt młodzieńczy?). Widziałem w nich wiele kryzysów ale również wiele nadziei oraz wiary, że wszystko jest możliwe. Wiary, której teraz mi trochę brakuje. Kiedyś to były szczeniackie doły, teraz w dorosłym życiu porażki bardziej odciskają swoje piętno. Ale hej, jak to kiedyś napisałem – życie bez porażek jest nudne i niczego nas nie uczy.

To pokonywanie przeciwności losu i trudów sprawia nam satysfakcję, nawet gdy w danym momencie nie mamy siły na działanie, nawet gdy nie jest to już młodzieńczy dół czy smutek, a dorosła nerwica i depresja.

Chcę aby to miejsce ponownie stało się moim azylem, aby wylewać tutaj smutki i żale, która tak wiele nas uczą ale również dzielić się radościami, które tak nas budują i dają kopa na przyszłość.

Zakładając tego bloga miałem 15-16 lat, teraz lada moment skończę 30 lat i jeszcze wiele lat życia przede mną. Niestety aktualnie dopadł mnie jakiś kryzys wewnętrzny, zwątpienie, depresja? Na pewno jestem bardzo znerwicowany. Ale muszę sobie z tym poradzić, bo mam dla kogo. Kochająca żona, dziecko, rodzice, zwierzaki itd…. Muszę i dam radę, bo jak nie ja to kto! Koniec końcem po każdej burzy wychodzi słońce!

Chciałbym żeby kiedyś jeszcze ktoś ze starej gwardii tutaj zajrzał chociaż wiem, że to niemożliwe raczej. Ale kto wie. Warto marzyć, jak człowiek nie marzy to umiera. A ja mam ich jeszcze wiele do zrealizowania.

I nigdy się nie poddam, bo to nie w moim stylu!

T.

Powrót

Dawno tu nie byłem, a wiele się zmieniło. To chyba czas, na odnowienie relacji ze swoim blogiem, blogiem którego założyłem dzięki pewnej osobie (dzięki Marta) i który mi dużo pomagał, mogłem się tu wygadać. Myślę, że dalej mogę i tak będę robił. Potrzebuję tego i czas zacząć.

Czytam aktualnie to co pisałem te ponad 14 lat temu i łezka się w oku kręci. Gdzieś zatraciłem to myślenie, ale nawet nie spodziewałem się, że wtedy mogłem pisać tak dojrzale. Mam nadzieję, że w tych notatkach znajdę wiele inspiracji nie tylko dla nowych notek ale także do życia, które jest piękne mimo zakrętów i warto je przeżywać w pełni, a czego ostatnio mi trochę brakuje.

Szkoda, że te osoby, które kiedyś komentowały już nie prowadzą blogów, ba nawet nie mamy kontaktu już, prawdopodobnie się tutaj nie pojawią z powrotem. Ale mimo wszystko czuję, że muszę to ruszyć dla siebie, dla Żony i dla naszego dziecka. To są najważniejsze osoby w życiu i dla nich przede wszystkim muszę być silny. I będę.

T.

Sranie w Bani

Siema! Jesteśmy na bani (znaczy najebani) w Bani i uchachani,

byliśmy w czterech państwach,

dziesięciu województwach, wycieczka jest za krótka,

więc potrzebna jest nam wódka,

kto wie czy dożyjemy jutra,

bo noc jest krótka,

a nie mamy futra.

Piździ śniegiem i wieje halny sakrucki,

Ale trip międzynarodowo-wojewódzki,

Jest udany, nieludzki,

czas spędzony, nie stracony,

dobrze spędzony, utrwalony,

w głowie i aparatach, po części w zaświatach,

spytaj przeszłości, jakich kryje jeszcze gości,

którzy odwiedzą Twoje włości,

i zawyją z zadrości.

(…)

 

A. + T.

O moście…

   Pomiędzy dwoma skrawkami lądu
płynęła rzeka. Była nieodgadła i nieprzenikniona. Czasem płynęła
spokojnie, szemrząc tylko cichutko i łagodnie obmywając kamyki
nadbrzeżne. Czasem jednak burzyła się gwałtownie, niecierpliwie dążąc
do ujścia. Czasem też wzbierała napełniwszy się wodami deszczu i
wylewała na brzegi niszcząc czyjeś bogactwo. Tak, rzeka była
nieujarzmiona…

      A na obu brzegach toczyło się życie, jakże odmienne. Ich
mieszkańcy przeżywali kolejne dni według reguł utartych, sprawdzonych
przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Było im nawet dobrze w tych
ich ciasnych granicach. Dobrze, bo bezpiecznie, pewnie, choć niepełnie.
Brakowało bowiem i jednym i drugim pewnej szczypty tajemniczości,
powiewu innego świata, oddechu życia pełną piersią. Tylko jednak
nieliczni chcieli się do tego nieśmiało przyznać w swoich sercach.
Właśnie oni, w tajemnicy przed innymi, wymykali się czasem nad brzeg i
patrzyli tęsknie poprzez rzekę na drugi brzeg. Nie znali jednak sposobu
w jaki można by zburzyć tę oczywistą granicę, tę barierę, pokonać
rzekę. Aż pewnego dnia przybył do miasta leżącego po jednej stronie
rzeki Budowniczy. Powiedział, że wie o sposobie połączenia obu brzegów.
Można by mianowicie zbudować Most! Myśl ta rozbudziła w sercach wielu
uśpioną nadzieję na życie pełnią, na zdobycie, zgłębienie tajników
świata. Potrzeba było tylko zgody mieszkańców drugiego brzegu. Wywołani
nad rzekę radośnie powitali perspektywę połączenia. Dla zgnuśniałych,
ciasnych serc ludzi myśl o budowaniu mostu stała się prawdziwym celem.

     Mimo wielu dobrych chęci zadanie
okazało się jednak o wiele trudniejsze niż przypuszczano. Budowniczy
zakreślił wizję budowy dość długotrwałej, a oni w porywie swych
umysłów, chcieli efektu natychmiastowego. Budowali więc sami, nie
bacząc na dobre rady. Mostów było wiele. Żaden bowiem nie wytrzymał
długo. Wystarczyła gwałtowniejsza fala na rzece wciąż nieodgadłej,
silniejszy podmuch wiatru, bardziej stanowcze czyjeś kroki. Mosty się
zawalały, a rzeka pochłaniała ofiary. Ludzie długo trwali jednak,
zaślepieni w swym nierozsądnym uporze. Radości ich szybko obracały się
w klęskę, a cel, tak upragniony, okazywał się wciąż nieosiągnięty. Bo
mosty ich były piękne, finezyjne, delikatne, bądź też wznoszone w
pośpiechu, ale pozbawione solidnych podstaw mogących uratować je przed
gwałtownymi burzami w przyrodzie. Po wielu bezowocnych próbach ludzie
postanowili w końcu zaufać Budowniczemu. I rozpoczęło się wznoszenie
Mostu… Pracochłonne i długotrwałe, wymagające wielu wysiłków,
wyrzeczeń, trudów, zbliżające mieszkańców obu stron rzeki, którzy
uczyli się krok po kroku radości ze wspólnej pracy. Po wielu latach
Most stał!

      Nie był ani urokliwy, ani wymyślny. Było w nim jednak coś
urzekająco pięknego z jego trwałości, z pracy włożonej w jego
zbudowanie czerpało się dziwną siłę i pewność, że sądne burze, żadne
kroki, w końcu żadne fale dotąd tak bezlitosnej rzeki, nie podmyją go,
nie obalą. On będzie ponad to. I ostał się, ofiarnie służąc ludziom,
stęsknionym za pełnią życia, jako wyraz triumfu, tych którzy prowadzeni
mądrymi wskazówkami potrafili zapanować nad tym, co pozornie
nieujarzmione…

The Gank

Come on
Wooooooooo

Shit Lord have mercy

I never felt this way before
And she’s all that I need and more
Her hips and lips belong to me
It often wakes me write out my dreams
If I knew then wat I knew now
She’s still might be around because

I (I) can’t go on
Oh No
I tell you what am I gonna do now (Hey)
Without her
My life just won’t (it won’t) be the same
I tell you what am I gonna do now (Hey)
Without
Woooooooooo

Shit Lord have mercy

I never thought that I would be
So caught up I wouldnt see
Just who would go to war for me
And take out two or three so easily
I give up everything to see if I found you (baby girl)
Cause it don’t mean shit without you cause

I (I) can’t go on
Oh no
I tell you what am I gonna do now (Hey)
Without her (without)
My life just won’t (it won’t) be the same
I tell you what am I gonna do now (Hey)
Without
Woooooooooo

Shit Lord have mercy

I gave her everything she ever needed
That why it shocked me when she said she was leavin
i wanted to find out what was goin on cause
I’m thinkin to myself man somethins wrong
Smokin one day it hit me kinda fast
That I needed to check my stash

cause I

I (I) can’t go on
Oh no
I tell you what am I gonna do now (Hey)
Without her (without her)
My life just won’t (it won’t) be the same
I tell you what am I gonna do now (Hey)
Without
cause I
I (I) can’t go on
Oh no
I tell you what am I gonna do now (Hey)
Without her (without her)
My life just won’t (it won’t) be the same
I tell you what am I gonna do now (Hey)
Without Woooooooooooooooo

Lord have mercy

!

Każdy dzień to problemów sto, czasem otrzesz się o dno
Czasem widzisz uśmiech Boga i za rogi łapiesz go
Czasem chciałbyś robić dobrze a wychodzi samo zło
Czasem pytasz się sam siebie po co wszystko Tobie to, ey
Pytasz sie gdzie tu sens a ja mówie Ci chłopaku sens jest tam gdzie zycia chęć
Więc zaciśnij mocno pięść i do przodu ciągle pędz póki ręce masz dwie a w rękach palców po pięć.

Ja mowię Tobie walcz cały czas a kiedy sie
potykasz wstań i próbuj jeszcze raz.

.

” .. chodzi o to by znaleźć to na czym wam najbardziej zależy, tę
jedyną wyjątkową sprawę, ważniejszą niż wszystko inne, a kiedy ją
znajdziecie, walczycie o nią ryzykując wszystko, staje sie ważniejsza
niż przyszłość, życie i cała reszta i może nie zawsze gracie czysto to
bez znaczenia bo w głębi serca wiecie, że gra jest warta świeczki .. „


  • RSS